Archiwum

Legia Warszawa – Górnik Łęczna 5:0 (2:0)

Górnik przegrał na wyjeździe z Legią 0:5. Kończymy rok porażką, ale zawodnikom należą się brawa, gdyż włożyli w mecz sporo wysiłku i pokazali ambicję.

Zielono-czarni na tyle ile mogli starali się sprostać faworyzowanym przeciwnikom. Jednak już od pierwszych minut musieli zmagać się z kolejnymi atakami legionistów, którym tego dnia kombinacyjna gra do przodu szła wyjątkowo dobrze. Naszym obrońcom we znaki dawał się szczególnie Vadis Odjidja Ofoe, który reżyserował grę swojego zespołu. W 2. minucie Belg szukał otwierającego podania do Nemanji Nikolicia, jednak dobrze ustawiony Aleksander Komor przechwycił piłkę. Kilkadziesiąt później środkowy pomocnik Legii sam wbiegł w pole karne. Tam bez pardonu potraktował go Gerson, odbierając mu piłkę.

Defensorzy Górnika na starcie wysłali przekaz, że są dobrze dysponowani i przeciwnicy nie będą mieli z nimi lekko. Niestety w 5. minucie gospodarzom udało się znaleźć trochę przestrzeni za naszą linią obrony, co wykorzystał Vako Kazaiszwili i dograł do Nemanji Nikolicia. Węgier wykorzystał szansę i wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Na odpowiedź łęcznian nie trzeba było długo czekać, bo już po czterech minutach w szesnastce Legii sporo szumu zrobił Grzegorz Piesio. Skrzydłowy z łatwością ograł obrońcę, po czym kopnął w kierunku dalszego słupka. Niewiele zabrakło. Za to w 14. minucie Grzegorz Bonin wypatrzył Bartosza Śpiączkę i posłał do niego długie podanie. Gdyby nie interwencja Adama Hlouska, nasz snajper wyszedłby sam na sam z bramkarzem.

W 20. minucie piłkarze Legii ostudzili zapał naszych zawodników. Vadis Odjidja Ofoe sprytnie podał, przerzucając piłkę ponad głowami stoperów. Miroslav Radovic nie miał wiele miejsca, ale zdołał się odwrócić i umieścił piłkę w siatce obok interweniującego Wojciecha Małeckiego. Reszta pierwszej połowy upłynęła pod znakiem dużej przewagi w posiadaniu piłki po stronie warszawian. Zobaczyliśmy kilka prób strzałów, z których warte zapamiętania były kopnięcia Szymona Drewniaka oraz Vako Kazaiszwilego.

Druga połowa zaczęła się od składnej akcji Górnika na lewym skrzydle, gdzie sporo miejsca miał Grzegorz Bonin. Kapitan szukał stojącego w polu karnym Bartosza Śpiączki, jednak stoperzy gospodarzy byli czujni. W 50. minucie Grzegorz Piesio ze skraju pola karnego celował w samo okienko, lecz nie trafił.

W pewnym momencie w szeregi obronne wkradło się zamieszanie spowodowane tym, że Gerson zderzył się z Michałem Kopczyńskim i musiał opuścić boisko. W tym czasie, a konkretniej w 58. minucie, Miroslav Radović świetnie zagrał w kierunku Nemanji Nikolicia, który stanął oko w oko z naszym golkiperem i zdobył gola na 3:0 dla Legii. Węgier zamierzał na tym poprzestać, a hat-tricka pomógł mu skompletować Vadis Odjidja Ofoe, zagrywając mu w 76. minucie tak, że pozostało mu tylko dostawić nogę. Legia mogła jeszcze podwyższyć rezultat, gdyż dobre okazje mieli Kasper Hamalainen czy Bartosz Bereszyński. Tuż przed końcem Kaspar Hamalainen z bliska ustalił wynik na 5:0.

Paradoksalnie łęcznianie nie grali złego meczu. Wręcz przeciwnie, widać było ich ambicję, a w paru sytuacjach byli blisko, by ogryźć się rywalom. Jeśli zachowają takie nastawienie po przerwie zimowej, a dołożą do tego piłkarską jakość, to lepsze rezultaty z pewnością przyjdą.

 

 

Legia Warszawa – Górnik Łęczna 5:0 (2:0)

Nemanja Nikolić 5’, 58’, 76’, Miroslav Radović 20’, Kasper Hamalainen 90’

 

Legia: Arkadiusz Malarz – Bartosz Bereszyński, Jakub Rzeźniczak, Michał Pazdan, Adam Hlousek, Michał Kopczyński (60’ Kasper Hamalainen), Thibault Moulin, Miroslav Radović, Vadis Odjidja Ofoe,Vako Kazaiszwili (73’ Michaił Aleksandrow), Nemanja Nikolić (79’ Sebastian Szymański)

Górnik: Wojciech Małecki – Paweł Sasin, Aleksander Komor, Gerson (60’ Maciej Szmatiuk), Leandro, Grzegorz Bonin, Szymon Drewniak, Adam Dźwigała (46’ Łukasz Bogusławski), Przemysław Pitry (65’ Javier Hernandez), Grzegorz Piesio, Bartosz Śpiączka

Żółte kartki: Kopczyński, Radović – Leandro

Sędziował: Daniel Stefański (Bydgoszcz)

Widzów: 21 901