Pierwsza drużyna

„Jakbym miał 10 milionów to dałbym do Klubu”. Waleczne serce Górnika – Veljko Nikitović

Rzadko zdarza się, żeby obcokrajowiec był związany z klubem tak długo i na tylu płaszczyznach co Veljko Nikitović z Górnikiem. Co sprawiło, że Serb zakochał się w Łęcznej? – To miasto ma serce, duszę, ludzi, którzy bardzo mocno pracują, by wyżywić swoją rodzinę. Każdy każdego zna. Nawet trener Smuda mówił: – Ale tu dobrze!

Czerwona Gwiazda

Połowę życia spędził w Belgradzie. W mieście, w którym wybór jest prosty. Albo jesteś Grobari, albo jesteś Delije. Niktović nie miał problemów z wyborem. Od początku z całego serca sympatyzował z Crveną Zvezdą Belgard. Był Delije, czyli Bohaterem.

– W Serbii to nie jest tak, że po prostu kibicujesz. To jest religia. Rodzisz się za którymś z tych klubów. Mój tato był kibicem Czerwonej Gwiazdy i ja też jestem. To przechodzi z ojca na syna – mówi Nikitović.

Velo urodził się w Užicach, 152 kilometry od ukochanego Belgradu. Początkowo grał w akademii FK Požega. – Gdzieś musiałem zaczynać – śmieje się dyrektor sportowy Górnika Łęczna. – Serbski Związek Piłki Nożnej organizował taki projekt „1000 największych talentów”. Były to różne turnieje. Na jednym z nich zostałem wypatrzony przez skautów Crveny i jako 13-latek trafiłem do Belgradu – mówi.

– Część swojego sportowego życia spędziłem tutaj w Górniku Łęczna, a z drugiej strony, jestem wychowankiem Crvenej Zvezdy Belgrad. Każdy mecz Zvezdy, jeśli mam możliwość, oglądam. Z Górnikiem jestem na dobre i na złe, więc trudno mi wybrać. Stawiam oba zespoły na pierwszym miejscu – mówił na łamach zzapołowy.pl.

Ciekawostką jest fakt, że w juniorach Niktović grał przeciwko byłemu trenerowi Legii Warszawa – Aleksandrowi Vukoviciovi. – Ja w Zvezdzie, Vuko w Partizanie Belgrad. On jest rok starszy ode mnie, więc mogliśmy się spotkać. Pamiętam, że było 0:0, ale im dało to mistrza wtedy – dodaje

Kiedyś to było…

Przeciwko Probierzowi

Gdy Niktioviciowi skończył się wiek juniora został wypożyczony do FK Mladost Lučani. – To dobry klub. Wtedy grali w Ekstraklasie i dziś dalej tam są. Ja jednak szybko dostałem ofertę z Polski – mówi legenda Górnika.

– Pierwszy raz trafiłem do Łęcznej w październiku 2000. Byłem na testach i pokazałem się na tyle dobrze, że śp. trener Wojciech Wąsikiewicz chciał mnie w drużynie. Jednak wtedy już sezon trwał, więc zdecydowaliśmy, że wrócę do Mladosti – opowiada Niktović.

– Do Łęcznej przyjechałem z powrotem na początku 2001 roku. Gdy wróciłem trenera Wąskieiwcza już w klubie nie było – dodaje. 7 marca waleczny Serb po raz pierwszy zaprezentował swoje umiejętności kibicom. Rywalami Zielono-Czarnych byli Górnicy z Zabrza.

19 lat. Kawał historii. Blisko dwie dekady. Przed meczem Velo dzielił szatnie z Arturem Dadasiewiczem, Marianem Timko, Piotrem Jaroszyńskim czy Krzysztofem Rośmiarkiem. Niktović zagrał wówczas 20 minut.

Warto zatrzymać się jeszcze przy składzie Górnika Zabrze. W tej drużynie zagrali dziś niemal kompletnie zapomniani: Shigi Kawondera, Grzegorz Lekki, a bramkę zdobył niejaki Andrejs Prohorenkovs.

Jednak nic nie pokaże, jak wiele czasu upłynęło jak fakt, że przeciwko Nikitoviciowi zagrał… Michał Probierz.

Velo nigdy nie znał pojęcia “stracona piłka”
Włodzimierz Sierkowski/400mm.pl

Serbska flaga

Niktović szybko został doceniony przez kibiców Górnika. – Zawsze powtarzałem, że piłka nożna to nie stukanie lampką wina w przerwie meczu. To smród szatni, śmierdzące skarpety, wkurzony trener, który krzyczy, wkurzeni zawodnicy i na końcu albo radość z kibicami, albo wspólne wylewanie łez – mówił w rozmowie z Jakubem Białkiem.

– Przyjeżdżając do Górnika, bardzo szybko złapałem kontakt z kibicami. Zauważyli, że nie byłem wybitnym piłkarzem, raczej zawodnik średniej klasy, ale z każdym treningiem potrafiłem docenić, że w końcu trafiłem do dobrze zorganizowanego klubu i dawałem z siebie sto procent – dodawał.

– Jako młody chłopak dorastałem, nie mając wszystkiego podanego na tacy, tylko musiałem o swoje walczyć. Podejrzewam, że u nich jest tak samo i to się przełożyło na boisko. W kościach mamy to, że chcemy walczyć mocno i kibice to doceniają. Możesz grać słabiej, ale jeśli dajesz wszystko z siebie przez 90 minut, to doceniają – precyzował na portalu zzapolowy.pl.

Doszło do tego, że najwierniejsi sympatycy Górnika Łęczna wieszali na Trybunie B serbską flagę. – Jak wtedy grałem i flaga wisiała, to nie zwracałem na to uwagi, bo człowiek jest skupiony na meczu. Ale gdy usiadłem wieczorem, tłumaczyłem sobie, że zrobiłem coś fajnego i było mi miło, że chłopaki z Trybuny B potrafili docenić – wspomniał.

Początkowo serbska flaga wprawiła w osłupienie kibiców Górnika Zabrze. Gdy zobaczyli ją na płocie byli pewni, że to ich emblemat skradziony przez fanatyków zielono-czarnych. Przypomnijmy, że barwy Serbii i zabrzan mają te same kolory.

Radosna legenda

Imię Veljko pochodzi od protobałtyckiego i słowiańskiego veselъ co najlepiej tłumaczyć jako radosny lub wesoły. Zaś to słowo jest jeszcze mocniej zakorzenione w historii, bowiem pochodzi z praindoeuropejskiego terminu „wesus”, oznaczającego dobro.

Niktović zrobił wiele dobrego dla klubu. Zarówno jako piłkarz, jak i działacz. Z całą pewnością jest człowiekiem, który Górnik nosi w sercu. – Jakbym miał 10 milionów to dałbym nie ojcu, a do klubu – mówił.

Czy Velo czuje się legendą Górnika Łęczna? – Kiedyś Bobo Kaczmarek, w kontekście Pawła Bugały, powiedział, że legendy leżą na Powązkach. Ja skończyłem z piłką, ale jest jeszcze wiele spraw przede mną do zrobienia w Górniku Łęczna i wiele celów do zrealizowania, a jednym z nich jest to, żeby Górnik Łęczna istniał na piłkarskiej mapie Polski i istniał na wysokim poziomie – kończy.

Wykorzystano fragmenty wywiadów opublikowanych na portalach weszlo.com i zzapolowy.pl