Archiwum

Górnik Łęczna – Zagłębie Lubin 1:3 (1:1)

W przedostatniej ligowej kolejce Górnik przegrał 1:3 z Zagłębiem Lubin. Decydujący gole padły w końcówce meczu.

Zabrakło kilkunastu centymetrów, żeby mecz zaczął się dla Górnika jak z bajki. W 7. minucie Javier Hernandez ustawił piłkę do rzutu wolnego na dwudziestym metrze od bramki. Przymierzył niemal perfekcyjnie, ale piłka tylko uderzyła w poprzeczkę. Chwilę później znów było groźnie, bo bramkarz Zagłębia fatalnie wznowił grę, przez co Grzegorz Bonin miał przed sobą pustą bramkę. Nie zamienił jednak tej sytuacji na gola.

Niewykorzystane szanse nie zniechęciły łęcznian, którzy wypracowali sobie przewagę i cierpliwie próbowali zbudować akcję, która mogłaby przynieść im prowadzenie. Przyniosło to skutek w 16. minucie. Po rzucie rożnym Leandro zgrał głową do Gersona, a ten piętą skierował piłkę do siatki. Górnik wygrywał po niezwykłej urody trafieniu.

Kilkadziesiąt sekund później kolejną okazję miał Javier Hernandez. Futbolówka spadła mu pod nogi po błędzie obrońcy, niestety został zablokowany. Niewiele brakowało, a spotkanie ułożyłoby się wyśmienicie dla Gersona, który miał szansę na drugie trafienie. Tak się jednak nie stało, jego strzał głową był niecelny.

W kolejnych minutach do głosu doszli gracze Zagłębia. W 36. minucie dobrą indywidualną akcję przeprowadził Filip Starzyński, po czym zakończył ją całkiem niezłym uderzeniem. Była 40. minuta, gdy rozgrywający lubinian wyłożył piłkę Jakubowi Tosikowi. Ten bez namysłu strzelił, nie dając bramkarzowi szans na interwencję. Do szatni zeszliśmy więc przy stanie 1:1.

Drugą połowę lepiej zaczęli goście. Mieli przewagę w posiadaniu i udawało im się wprowadzać piłkę w najgroźniejsze strefy boiska, ale brakowało wykończenia. Ten sam problem dotknął w 56. minucie łęcznian, gdy Gabriel Matei wypatrzył w polu karnym Bartosza Śpiączkę, ale temu nie udało się skierować futbolówki do siatki.

Dwie minuty później po drugiej stronie boiska Krzysztof Janus stanął oko w oko z Wojciechem Małeckim. Na szczęście golkiper Górnika był górą w tym pojedynku i uratował nas przed utratą gola. To nie był koniec popisów bramkarza. Po godzinie gry w sytuacji sam na sam znalazł się Filip Starzyński, ale i tym razem Arkadiusz Woźniak obronił.

W 64. minucie piłka zatrzepotała w siatce rywali po kopnięciu Bartosza Śpiączki. O golu nie było jednak mowy, sędzia słusznie odgwizdał spalonego u Leandro, który utrudnił interwencję Martinowi Polackowi. W 81. minucie Grzegorz Bonin rewelacyjnie dograł na głowę Piotra Grzelczaka. Zmiennik strzelił głową przy krótkim słupku, ale bramkarz Zagłębia wykazał się refleksem.

Wydawało się, że spotkanie skończy się remisem. Aż do 86. minuty, gdy po ręce Adama Dźwigały sędzia odgwizdał rzut karny dla Zagłębia. Do piłki podszedł Arkadiusz Woźniak, a będący w świetnej dyspozycji Wojciech Małecki obronił. Niestety Adam Buksa celnie dobił i rywale wyszli na prowadzenie. Górnicy nie dali rady odwrócić rezultatu. Na domiar złego ostatnim kopnięciem meczu Jarosław Kubicki podwyższeł.

 

 

Górnik Łęczna – Zagłębie Lubin 1:3 (1:1)

Gerson 16’ – Jakub Tosik 40’, Adam Buksa 88’, Jarosław Kubicki 90+4

 

Górnik: Wojciech Małecki – Gabriel Matei, Adam Dźwigała, Gerson, Leandro, Javier Hernandez (85’ Łukasz Tymiński), Grzegorz Bonin, Josimar Atoche (75’ Vojo Ubiparip), Szymon Drewniak (62’ Piotr Grzelczak), Paweł Sasin, Bartosz Śpiączka.

Zagłębie: Martin Polacek – Dorde Cotra, Jarosław Jach, Lubomir Guldan, Aleksandar Todorovski, Jarosław Kubicki, Filip Starzyński, Jakub Tosik, Kamil Mazek (60’ Arkadiusz Woźniak), Krzysztof Janus (67’ Łukasz Janoszka), Adam Buksa.

Żółte kartki: Dźwigała.

Sędziował: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).

Widzów: 5395.