Pierwsza drużyna

Velo: nie złamaliśmy kręgosłupa drużynie

Dyrektor sportowy Górnika Łęczna był gościem radia WidzewFM. Nie zabrakło pytań o zbliżający się wielkimi krokami mecz obu drużyn. Poruszono również temat Przemka Banaszaka, który do niedawna grał w łódzkim zespole. – Moje dobre relacje z Rafałem Pawlakiem i panią prezes Martyną Pajączek sprawiły, że udało się go bezpłatnie go wypożyczyć – mówił.

Jak wyglądały kulisy transferu Banaszaka? Czy są obawy o zaburzenie rytmu meczowego? Jak wyglądał powrót do treningów? Na te pytanie odpowiedział Veljko Nikitović – ikona i dyrektor sportowy Górnika Łęczna. A do tego dylemat z obsadą bramki i nietypowe ruchy wśród polskich klubów.

Nie ma co ukrywać, koronawirus dotknął wasz klub. Jak na ten moment wygląda sytuacja w Górniku Łęczna?

– Jeden z zawodników poczuł się słabiej. Miał gorączkę i nie zagrał w ostatnim meczu. Od razu został odizolowany od grupy, a do Łęcznej wrócił sam klubowym samochodem. Następnego dnia został przebadany i okazało się, że niestety, ma koronawirusa. Do akcji wkroczył sanepid, który zadecydował o tym, że cała drużyna musi przejść kwarantannę. Od wczoraj przygotowaliśmy się do meczu z Widzewem, a w piątek trenowaliśmy po raz pierwszy po okresie izolacji zawodników.

Wracając do meritum. Nie ma co ukrywać, dotknęła nas ta cała sytuacja. Od teraz do połowy grudnia będziemy grać środa-sobota. Myślę, że drużyna jest na to przygotowana i mentalnie, i fizycznie.

Wszystkie zespoły w Polsce mają w pamięci okres wiosennego lockdownu. Zastanawiam się, jak to teraz wyglądało w Górniku?

– Uczciwie powiem, że mam obawy co do formy, bo wypadliśmy z rytmu meczowego. W sobotę – pierwszego dnia po powrocie do treningów – przeprowadziłem rozmowy z zawodnikami. Szczerze przyznawali, że odczuwają tę krótką przerwę. Nawet pomimo pracy indywidualnej. Zdecydowanie lepiej wygląda to po poniedziałkowym treningu. Chłopaki nabierają wiatru. Czują w płucach świeże powietrze.

Zeszły sezon był bardzo specyficzny. Jeżeli chodzi o walkę o awans do Fortuna 1. Ligi, to głośno mówiło się o Widzewie, o GKS-ie Katowice. Takie deklaracje składała Stal Rzeszów, ale to wy ten awans wywalczyliście. I to nawet mimo tego, że według mediów posada Kamila Kieresia była zagrożona.

– Zatrudniając trenera Kieresia i patrząc na jego dotychczasowe CV, mieliśmy nadzieje, że uda się awansować. Trener powiedział bardzo fajne zdanie: chcemy się wspinać w górę. Nie mówiliśmy o tym głośno w media, ale też nie jesteśmy tak medialnym klubem, jak Stal Rzeszów czy Widzew. W Górniku pojawił się kryzys. Zdaje się, że w 6 meczach zdobyliśmy 1 punkt. Co zrobiliśmy wtedy? Przedłużyliśmy kontrakt z trenerem. Krok, który w polskiej piłce nie jest normalny. Postawiliśmy na stabilność. Pokazaliśmy zawodnikom, że co by się nie działo trener, zostaje w Łęcznej i ma nasze pełne zaufanie. Jestem cały czas zespołem i wiem, jak trener Kiereś ze swoim sztabem ciężko pracuje. Byłem pewny, że tamten kryzys zostanie zażegnany.

Jeżeli przejrzymy ruchy transferowe z i do Łęcznej to mam wrażenie, że słabsze ogniwa zostały wymienione na mocniejszych zawodników.

– Mieliśmy problem z obsadą bramki. Postawiliśmy na naszego wychowanka. Nie ma co ukrywać, liczyliśmy na pieniążki z Pro Junior System. Gdyby PZPN nie zmienił swoich postanowień, to pod tym względem byliśmy dużo wyżej…

Patrząc na możliwości finansowe Górnika, to zrobiliśmy dobre ruchy. Gostomski w mojej ocenie był najlepszym bramkarzem w II lidze. Krykun miał solidny sezon w Rzeszowie. Ściągnęliśmy też naszego wychowanka – Karola Struskiego – którego niegdyś oddaliśmy do Jagiellonii. Karol fajnie się zaczyna rozwijać i z Chrobrym zagrał już od pierwszych minut. Do walki z Leandro został sprowadzony Kamil Rozmus. Jak się popatrzy dzisiaj na Górnik to oprócz Krykuna i Gostomskiego gra ta dziewiątka, która wywalczyła awans. Postanowiliśmy nie łamać kręgosłupów tej drużynie.

Na razie tylko dwie stracone bramki i eksplozja skuteczności Bartosza Śpiączki. Tak wygląda sezon w wykonaniu Górnika.

– Jeszcze w Ekstraklasie grałem z Bartkiem. Pewnego razu zadzwoniłem, ot tak, po prostu zapytałem go co tam słychać. Odpowiedział, ze siedzi w domu, w Wolsztynie, ale chciałby jeszcze pograć. Moja rola była taka, żeby przekonać trenera Kieresia. Kilka dni minęło, zanim podjął decyzje. Później przyszedł lockdown. Szczęście w nieszczęściu, bo ten okres pozwolił na przygotować fizycznie Bartka do ligowego grania. Są takie miejsca, w których ludzie czują się jak ryba w wodzie. I takim miejscem jest Łęczna dla Śpiączki.

Bartek to zawodnik, którego lubi jak się go głaska, jak się na niego stawia. Oczywiście on tę pozycję w drużynie sam sobie wypracował, a to że gra od deski do deski daje mu duży komfort. Wszyscy są zadowoleni z tego transferu i chcemy, żeby został w Górniku jak najdłużej.

Ciężko nie zapytać o Przemka Banaszaka, bo to zawodnik, który w Widzewie spędził trochę czasu. Pan już zimna deklarował, że chce go wykupić.

– Przemek miał dobry sezon w Chełmiance. Moim zdaniem zrobił błąd, idąc od razu do Widzewa. Nie chodzi mi konkretnie o klub, ale o idące za nim wymagania. W Widzewie zawodnicy muszą, a w Górniku mogą. Skorzystaliśmy z tego, że trener Kaczmarek nie widział Przemka w składzie. Moje dobre relacje z Rafałem Pawlakiem i panią prezes Martyną Pajączek sprawiły, że udało się bezpłatnie go wypożyczyć. Fajnie to zostało rozegrane, bo Przemek nie miał zakazu gry przeciwko swojemu ówczesnemu klubowi.

A co do zamieszania, jakie pojawiło się pod koniec sezonu… Wszyscy wiedzieliśmy, jaka jest sytuacja. Oba kluby walczyły o awans i ja tę decyzję Widzewa rozumiem. Dzięki Bogu oba zespoły awansowały.

Chcieliśmy wykupić Banaszaka, bo też wiedzieliśmy, że przy Marcinie Robaku i Przemku Kicie będzie miał ciężko. A docierały do nas też słuchy, że Widzew szuka jeszcze jednego napastnika. Banaszak to zawodnik o dużym potencjale. To tak naprawdę kwestia czasu, kiedy zacznie grać i strzelać.

***

Pełną rozmowę można odsłuchać na Widzew.FM w ramach powtórki porannej audycji o godzinie 16.00 i 20.00.