Archiwum

Śląsk Wrocław – Górnik Łęczna 2:2 (2:0)

Do przerwy było fatalnie, ale Górnicy znów pokazali, że nigdy się nie poddają. Ze Śląskiem było 2:2. Gole dla nas zdobyli Szymon Drewniak i Javi Hernandez.

W pierwszej połowie wypadliśmy blado. Wprawdzie początek nie był jeszcze najgorszy – w 8. minucie Grzegorz Bonin wypatrzył w polu karnym Bartosza Śpiączkę, który miał szansę zagrozić bramkarzowi, gdyby nieco lepiej przymierzył. Później nasz kapitan próbował jeszcze kilka razy dośrodkowywać, za każdym razem niecelnie. W  16. minucie to wrocławianie przeprowadzili pierwszy konkretny atak i od razu wyszli na prowadzenie. Sito Riera zdecydował się na nieszablonowe zagranie piętą, całkiem myląc naszych obrońców, a Kamil Biliński umieścił piłkę w siatce.

W 19. minucie zielono-czarni przeprowadzili taką akcję, że ręce same składały się do oklasków, jednak na koniec Javierowi Hernandezowi nie udało się oddać strzału. W 33. minucie wydawało się, że Śpiączka wyjdzie sam na sam, ale sędzia dopatrzył się spalonego. Dopiero po niespełna czterdziestu minutach gry doczekaliśmy się pierwszego celnego uderzenia w wykonaniu naszych graczy, jednak Grzegorz Bonin kopnął zbyt lekko.

Na pięć minut przed końcem pierwszej połowy na strzał z dwudziestu pięciu metrów zdecydował się Kamil Dankowski i pomylił się o jakieś pół metra. W 42. minut strzelec pierwszej bramki ładnie podał do wbiegającego w szesnastkę Roberta Picha, a ten bezlitośnie podwyższył prowadzenie Śląska. Jeszcze przed przerwą mogliśmy zdobyć bramkę kontaktową, gdy po rzucie wolnym głową strzelał Przemysław Pitry, lecz futbolówka minęła bramkę.

Mocnym akcentem na samym początku drugiej połowy był strzał Łukasza Madeja z dwudziestego metra, na szczęście niecelny. Potem Śląsk miał jeszcze kilka szans, ale nie udało im się trafić po raz trzeci. To pasowało łęcznianom, którzy nie mają w swoim zwyczaju poddawać się w takich sytuacjach. W 57. minucie niezawodny Grzegorz Bonin dograł na głowę zmiennika Szymona Drewniaka, a ten strzelił kontaktowego gola dla Górnika.

Niestety nie przełożyło się to na obraz gry i to Śląsk nadal miał inicjatywę, choć nie przekładało się to na zbyt groźne sytuacje. Mecz toczył się w ślamazarnym tempie aż do 81. minuty. Wtedy Javier Hernandez oddał sprytny strzał z trudnej pozycji, bramkarz gospodarzy minął się z piłką i zrobiło się 2:2. Górnicy dopięli swego i doprowadzili do wyrównania. Żadnej drużyny nie zadowalał remis, więc końcówce obie parły po trzeciego gola. Górnik próbował głównie uderzeniami z dystansu, w tym przodował Bartosz Śpiączka. Po drugiej stronie w 90. minucie świetną okazję miał Łukasz Zwoliński, na szczęście chybił. Ostatecznie wynik nie uległ jednak zmianie.

Śląsk Wrocław – Górnik Łęczna 2:2 (2:0)

Kamil Biliński 16’, Robert Pich 42’ – Szymon Drewniak 57’, Javier Hernandez 81’

Śląsk: Mariusz Pawełek – Kamil Dankowski, Piotr Celeban, Adam Kokoszka, Mateusz Lewandowski, Aleksandar Kovacević, Ostoja Stjepanović (88’ Augusto), Robert Pich, Łukasz Madej (82’ Mario Engels), Sito Riera, Kamil Biliński (63’ Łukasz Zwoliński).

Górnik: Sergiusz Prusak – Gabriel Matei, Przemysław Pitry, Aleksander Komor, Dariusz Jarecki, Grzegorz Bonin, Paweł Sasin (69’ Vojo Ubiparip), Łukasz Tymiński (46’ Szymon Drewniak), Grzegorz Piesio (61’ Piotr Grzelczak), Javier Hernandez, Bartosz Śpiączka.

Żółte kartki: Dankowski, Riera  – Tymiński, Hernandez.

Sędziował: Daniel Stefański (Bydgoszcz).

Widzów: 7675.