Archiwum

M. Zuber: Powrót do treningów zajmie mi około trzech tygodni

W związku z kontuzją Michała postanowiliśmy z nim porozmawiać. W tekście możecie znaleźć powód nieobecności naszego zawodnika, specjalny przedmiot, dzięki któremu będzie grał. Zapytaliśmy również jak radzi sobie z łączeniem treningów i pracą w Akademii.

W ostatnim tygodniu z powodu nawarstwienia spotkań doszło do rotacji w zespole. Wielu kibiców wręcz domagało się twojej gry, do tego jednak nie doszło.

Niestety aktualnie nie mogę pomóc drużynie z powodów zdrowotnych. Doznałem urazu na meczu rezerw z Ładą Biłgoraj. Zderzyłem się głową z obrońcą drużyny przeciwnej. Trafił mnie swoim czołem w prawą stronę mojej twarzy, w wyniku czego doszło do złamania trzech kości: jarzmowej, zatokowo-szczękowej i kości oczodołu prawego.

Czyli fani nie ujrzą Cię na boisku jeszcze przez dłuższy okres.

Nie do końca. W takich sytuacjach często istnieją dwa wyjścia. Pierwszym mogłoby być przeprowadzenie zabiegu chirurgicznego, jednak nie zdecydowałem się na tę opcję. Dlaczego? Są dwa główne powody. Po pierwsze w moim przypadku złamania obyły się bez przemieszczeń. Zabieg miałby głównie na względzie stronę estetyczną. Drugim powodem niezdecydowania się na operacje była długość przerwy.

O jakim okresie wtedy mówimy?

Plus minus trzy miesiące bez gry, a to dość długi czas dlatego postawiłem na plan B. Dzięki pomocy klubu zamówioną mam już specjalną maskę i nie muszę poddawać się zabiegowi. Powrót do treningów zajmie mi około trzech tygodni. To znaczna optymalizacja czasu powrotu do możliwości normalnego trenowania i gry. Z tego miejsca chciałbym bardzo podziękować klubowi za możliwość rozwiązania sytuacji w ten sposób.

Jak wygląda proces tworzenia takiego sprzętu?

Jest to dość skomplikowane. Na początku musiałem udać się do Warszawy, w celu zrobienia pomiarów mojej twarzy. Wyniki zostały wysłane do Hiszpanii. Właśnie tam będzie się odbywała produkcja maski. Otrzymam ją za około 10 dni.

Nie będzie Ci to utrudniało gry?

W żadnym wypadku. Maska będzie wykonana z takiego materiału, który zagwarantuje mi bezpieczeństwo i komfort podczas treningów i meczów.

Pomimo kontuzji nie możesz narzekać na brak zajęć.

Tak to prawda (śmiech). Oprócz treningów pracuje również w klubowej Akademii. Bardzo się cieszę, że mam taką możliwość, ponieważ zależało mi na tym.

Zajęcia z pierwszą drużyną nie kolidują wraz z pracą trenera drużyny młodzieżowej?

Nie ma problemów, żeby łączyć tę funkcję, tym bardziej że w każdej grupie wiekowej jest dwóch trenerów i w nagłych wypadkach, wzajemnie się zastępujemy.

Skąd wynika chęć tak wczesnego trenowania młodych zawodników?

W przyszłości bardzo chciałbym pozostać przy piłce. Najbardziej w roli trenera. Praca z dziećmi to naprawdę świetne przetarcie, ale również duża odpowiedzialność za losy tych chłopców.

Zostawmy jednak kwestię kontuzji z boku. Dziś jesteś w Górniku, do którego wróciłeś w czerwcu. Twoje nazwisko łączone było z zielono-czarnymi już na początku roku. Co poszło wtedy nie tak?

Zgadza się, pierwsze przymiarki do tego, abym powrócił do Górnika, pojawiły się w zimie. Co wtedy poszło nie tak? Nie wiem. Nie do końca mi to oceniać. To była decyzja sztabu, którą ja uszanowałem. To co nie udało się w zimie, powiodło się w przerwie między sezonami. Jestem z tego bardzo zadowolony.