Archiwum

Jagiellonia Białystok – Górnik Łęczna 5:0 (2:0)

Rundę wiosenną zaczynamy od dotkliwej porażki. Mecz z Jagiellonią Białystok był jednym z tych, o których chce się jak najszybciej zapomnieć. Rywale zwyciężyli 5:0.

W pierwszych minutach zielono-czarni mieli optyczną przewagę, jednak wcale nie przełożyło się to na konkrety. Nasze ataki były nieśmiałe, żaden z nich nie zakończył się strzałem, po którym golkiper Jagi byłby zmuszony do interwencji. Kilka dośrodkowań w kierunku Bartosza Śpiączki padło łupem obrońców rywali, a dwa uderzenia w wykonaniu Grzegorza Bonina były niecelne. W 10. minucie skrzydłowy z trzydziestu metrów kopnął obok słupka, a nieco później, gdy zgarnął futbolówkę po rzucie rożnym, posłał ją nad poprzeczką.

Ataki Jagiellonii były groźniejsze. Już na początku wyprowadzili groźny kontratak, sprokurowany stratą Aleksandra Komora, jednak Konstantin Vassiljev w tamtej akcji nie odnalazł żadnego z partnerów. W 16. minucie było groźnie, gdy do ataku podłączył się Piotr Tomasik. Jego strzał nie był zbyt mocny, ale rykoszet po nodze obrońcy sprawił, że Sergiusz Prusak tylko odbił piłkę przed siebie. W 20. minucie było już 1:0 dla przeciwników. Fatalny błąd popełnił Maciej Szmatiuk, a jego koledzy z defensywy nie zrobili nic, aby go zaasekurować. W efekcie Konstantin Vassiljev wyłożył piłkę Dmytro Chomczenowskiemu jak na tacy, a Ukrainiec umieścił piłkę w siatce. Kilkadziesiąt sekund później podopieczni Michała Probierza mogli pójść za ciosem, jednak Sergiusz Prusak dobrze wybronił strzał Piotra Tomasika.

W 23. minucie Nika Dzalamidze zmarnował okazję na wyrównanie, bo za długo zwlekał ze strzałem. Chwilę później było już 0:2. Krzysztof Danielewicz powalił jednego z rywali na ziemię we własnym polu karnym i sędzia wskazał na wapno. Piłkę wziął Konstantin Vassiljev i pokonasz naszego bramkarza z jedenastu metrów. Pierwsza połowa zakończyła się więc dwubramkowym prowadzeniem Jagiellonii.

O drugiej części gry wszyscy będziemy chcieli jak najszybciej zapomnieć. Mimo wprowadzenia na boisko drugiego napastnika, Vojo Ubiparipa, łęcznianie nie zdołali nawiązać walki z rywalami, a ci bezlitośnie wyprowadzali kolejne ciosy.

Trzeci gol padł w 52. minucie po tym jak podopieczni Michała Probierza sprytnie wykonali rzut wolny, wykończony przez Tarasa Romanczuka. Autorem czwartego trafienia w 55. minucie był Konstantin Vassiljev, który pokonał Sergiusza Prusaka w sytuacji sam na sam, notując w tym meczu dwa gole i dwie asysty. Kropkę nad „i” postawił w 65. minucie Fedor Cernych. Nasz były zawodnik wykorzystał błąd Aleksandra Komora.

Po stronie Górnika warta odnotowania była ładna akcja z 71. minuty, zakończona plasowanym strzałem Javiego Hernandeza zza szesnastki. Trochę energii wniósł debiutant Gabriel Matei, który spędził na murawie ostatni kwadrans i zdążył kilka razy uciec rywalom na prawej flance. Nie da się jednak ukryć, że naszej drużynie brakowało dziś argumentów, żeby nawiązać równą rywalizację z Dumą Podlasia. O bolesnej porażce trzeba jak najszybciej zapomnieć i postarać się o punkty już w następnej kolejce.

Jagiellonia Białystok – Górnik Łęczna 5:0 (2:0)

Chomczenowski 20’, Vassiljev 29’ (k), 55’, Romanczuk 52’, Cernych 65’

Jagiellonia: Marian Kelemen – Łukasz Burliga, Ivan Runje, Guti, Piotr Tomasik, Taras Romanczuk (77’ Rafał Grzyb), Jacek Góralski, Przemysław Frankowski (66’ Arvydas Novikovas), Konstantin Vassiljev (69’ Przemysław Mystkowski), Dmytro Chomczenowski, Fedor Cernych.

Górnik: Sergiusz Prusak – Paweł Sasin (74’ Gabriel Matei), Aleksander Komor, Maciej Szmatiuk, Leandro, Łukasz Tymiński, Grzegorz Bonin, Krzysztof Danielewicz (59’ Piotr Grzelczak), Javier Hernandez, Nika Dzalamidze (46’ Vojo Ubiparip), Bartosz Śpiączka.

Żółte kartki: Guti – Danielewicz, Sasin.

Sędziował: Krzysztof Jakubik (Siedlce).

Widzów: 5531.