Archiwum

Górnik Łęczna – Śląsk Wrocław 0:3 (0:3)

O tym meczu będziemy chcieli jak najszybciej zapomnieć. W 14. kolejce Lotto Ekstraklasy Górnik przegrał ze Śląskiem Wrocław 0:3. Wszystkie gole padły jeszcze przed przerwą.

Niemal równo z pierwszym gwizdkiem nad boiskiem w Lublinie zerwał się obfity deszcz. Może dlatego w pierwszych minutach piłkarzom nie było spieszno do atakowania Natomiast gdy łęcznianie wreszcie ruszyli do przodu, to od razu mieli szansę na objęcie prowadzenia. W 9. minucie dośrodkowanie z rzutu wolnego spadło prosto na głowę Przemysława Pitrego, który strzelił w kierunku prawego słupka. Bramkarz z Wrocławia wyciągnął się jak struna i sparował na rzut rożny. Korner przyniósł nam kolejne dwie okazje – w obu przypadkach głową uderzał Gerson, ale defensorzy blokowali jego próby.

Upłynął kwadrans meczu, gdy Maciej Szmatiuk sfaulował rywala tuż przed linią naszego pola karnego. Już gdy Ryota Morioka ustawiał sobie piłkę do strzału, było pewne, że Sergiusz Prusak będzie musiał się wykazać, by nie dopuścić do gola. Obawy okazały się uzasadnione, bo Japończyk technicznych strzałem nad murem umieścił piłkę w siatce i wyprowadził gości na prowadzenie.

W 21. minucie słaby początek Górnika stał się jeszcze gorszy. Adam Kokoszka zauważył, że Kamil Biliński stoi niepilnowany między naszymi obrońcami i zagrał mu piłkę, a ten sprytnie przyjął i oddał efektowny strzał, z którym Sergiusz Prusak nie miał szans sobie poradzić. Łęcznianie szybko mogli złapać kontakt, gdy dobrą akcję przeprowadził Javier Hernandez. Jego uderzenie było jednak niecelne. Chwilę później po drugiej stronie boiska nasz golkiper nie utrzymał piłki w rękach po dośrodkowaniu, co skrzętnie wykorzystał Peter Grajciar, ustalając wynik pierwszej połowy na 0:3.

Górnik zszedł do szatni przy koszmarnym wyniku, lecz kto jak kto, ale zielono-czarni nie mają w zwyczaju poddawać się przed ostatnim gwizdkiem. I tak druga połowa mogła rozpocząć się dla nas znakomicie, ale w 47. minucie Grzegorz Bonin, strzelając półwolejem, nieznacznie chybił. Była 52. minuta, gdy Augusto dośrodkował w kierunku wybiegającego zza pleców obrońców Bilińskiego. Ten oddał strzał, z którym znakomicie poradził sobie Prusak.

Z minuty na minutę tempo meczu było coraz wolniejsze – Śląskowi zależało już głównie na pilnowaniu korzystnego wyniku, a piłkarze Andrzeja Rybarskiego nie potrafili się przebić w pobliże bramki przeciwników. Warte zapamiętania były pojedyncze zrywy, jak strzał wolejem Krzysztofa Danielewicza w 61. minucie czy późniejsza próba z rzutu wolnego w wykonaniu tego samego zawodnika.

Najbliżej kontaktowego gola byliśmy w 83. minucie, gdy Szymon Drewniak stanął oko w oko z bramkarzem. Niestety kopnął prosto w interweniującego Lubosa Kamenara. Rezultatu nie podwyższyli też goście, po tym jak na cztery minuty przed końcem Lorenzo Riera pocelował w słupek.

 

 

Górnik Łęczna – Śląsk Wrocław 0:3 (0:3)

 

Górnik: Sergiusz Prusak – Łukasz Mierzejewski (75’ Paweł Sasin), Maciej Szmatiuk, Gerson, Leandro, Grzegorz Bonin, Szymon Drewniak, Krzysztof Danielewicz, Javier Hernandez, Grzegorz Piesio (64’ Bartosz Śpiączka), Przemysław Pitry (82’ Przemysław Pitry)

Śląsk: Lubos Kamenar – Lasha Dvali, Piotr Celeban, Adam Kokoszka, Augusto Pereira, Kamil Dankowski, Filipe Goncalves (84’ Ostoja Stjepanović), Peter Grajciar (64’ Lorenzo Riera), Alvarinho (59’ Łukasz Madej), Ryota Morioka, Kamil Biliński

Żółte kartki: Gerson – Grajciar, Kokoszka

Sędziował: Mariusz Złotek (Gorzyce)

Widzów: 2606