Archiwum

K. Bętkowski: Rozwój potrzebuje punktów jak tlenu

Przed meczem z Rozwojem Katowice porozmawialiśmy z Kamilem Bętkowskim, byłym zawodnikiem tego klubu. 

W niedzielę Górnik zmierzy się z Rozwojem, czyli twoim byłym klubem. Jak wspominasz czas, który tam spędziłeś?

Bardzo pozytywnie wspominam tamten okres. W Rozwoju trafiłem na bardzo serdecznych ludzi. Nadal mam tam bardzo dobrych kolegów, z niektórymi do tej pory utrzymuje kontakt. O Rozwoju nie mogę powiedzieć złego słowa.

Czego się spodziewacie po drużynie ze Śląska?

Będzie to dla nas ciężki mecz. Rozwój potrzebuje punktów jak tlenu, ponieważ znajdują się w strefie spadkowej. Wygrali ostatnie dwa mecze. Będą chcieli podtrzymać tę serię. Zrobimy wszystko, aby im w tym przeszkodzić. Mamy nadzieję, że to my wyjdziemy zwycięsko z tego starcia.

W ostatnim meczu udało Ci się zdobyć bramkę. Myślisz, że to będzie taki sygnał dla trenera, aby częściej wystawiał Cię do gry?

Nie ukrywam, że wchodząc z ławki, daję dobre zmiany. Mam nadzieję, że będę mógł spędzać coraz więcej czasu na boisku. Natomiast o tym co będzie, przekonamy się później, decyzje należą do trenera.

Ty w ogóle strzelasz brzydkie bramki? Po trafieniach w naszych barwach ręce same składają się do oklasków, a wyszukując twoje nazwisko w wyszukiwarce, można znaleźć kilka perełek z innych klubów.

(śmiech) To jak te bramki wyglądają, to jest najmniej istotna sprawa. Najważniejsze, że drużyna punktuje. Nieważne jaka bramka, ważne, że wnosi coś do dorobku punktowego.

Po zwycięstwie w lidze przyszła porażka w Pucharze Polski. Czego twoim zdaniem zabrakło tamtego dnia?

Bramka w pierwszych minutach spotkania przeszkodziła nam w zwycięstwie. Po golu gospodarzy to my prowadziliśmy grę. Można powiedzieć, że w drugiej połowie całkowicie zdominowaliśmy rywala. Niestety nie udało się wykorzystać sytuacji, które sobie stworzyliśmy i musimy się pożegnać z tymi rozgrywkami.

Z twojej perspektywy był spalony przy naszej akcji bramkowej?

Szczerze mówiąc, wydaje mi się, że spalonego nie było. Tomek Midzierski fajnie wyszedł zza pleców obrońcy, który się minął z piłką, dograł, ale sędzia gwizdnął spalonego. Natomiast ta sytuacja w żaden sposób nas nie usprawiedliwia.