Archiwum

Górnik Łęczna – Wisła Płock 2:3 (2:0)

W 28. kolejce Lotto Ekstraklasy Górnik pokazał dwa oblicza. Po pierwszych czterdziestu pięciu minutach było świetnie, prowadziliśmy 2:0, ale druga połowa potoczyła się fatalnie – Wisła Płock doprowadziła do stanu 2:3 i wyjechała z trzema punktami.

Zanim kibice wygodnie rozsiedli się na krzesełkach, nasi zawodnicy wykonywali rzut rożny. Piłkę wziął Javier Hernandez i celnie dośrodkował w pole karne. Tam stare nawyki z gry w ataku przydały się Przemysławowi Pitremu, który najwyżej wyskoczył i strzałem głową dał drużynie prowadzenie 1:0. Początek spotkania ułożył się więc dla łęcznian jak w bajce.

W 15. minucie kolejne piękne trafienie do swojej kolekcji mógł dopisać Grzegorz Bonin. Po dośrodkowaniu Piotra Grzelczaka nasz kapitan huknął z woleja, ale źle pocelował. Jeszcze lepszą szansę mieliśmy dwadzieścia minut po pierwszym gwizdku. Wtedy w szesnastce rywali odnalazł się Javier Hernandez i na wślizgu skierował piłkę w kierunku bramki. Futbolówka powoli się toczyła, by wreszcie nieznacznie minąć słupek.

Podopieczni Franciszka Smudy byli dziś w wybornej formie i na kolejne sytuacje nie trzeba było długo czekać. W 24. minucie jeden z obrońców gości wybił tak, że piłka spadła tuż pod nogi Javiera Hernandeza, który bez namysłu strzelił. Seweryn Kiełpin odbił, ale na miejscu był Piotr Grzelczak. Dobił i wyprowadził Górnika na dwubramkowe prowadzenie.

Przy tak komfortowym wyniku zielono-czarni oddali inicjatywę Wiśle, jednak płocczanie nie tworzyli zbyt wielkiego zagrożenia. Niebezpiecznie było w 45. minucie, gdy Dominik Furman posłał dobre prostopadłe podanie do Mateusza Piątkowskiego, ale dobrze ustawiony Przemysław Pitry zablokował strzał rywala. Poza tym najwięcej działo się przy okazji stałych fragmentów gry.

Druga połowa zaczęła się w powolnym tempie, aż nadeszła 56. minuta, gdy skomplikowaliśmy swoją sytuację. Akcję Wisły prowadził Sergiej Krivets. W kuriozalnych okolicznościach piłka odbiła się od Pawła Sasina i wylądowała w naszej siatce. Zmniejszenie straty dodało gościom wiatru w żagle i chwilę później byli bliscy wyrównania. Na szczęście dobrą paradą wykazał się Sergiusz Prusak, broniąc uderzenie Giorgiego Merebashviliego.

Niestety w 65. minucie sytuacja Górnika stała się jeszcze gorsza. Wiślacy wykonywali rzut wolny, a w szesnastce bez krycia został Damian Byrtek. Obrońca z Płocka uderzył głową i zrobiło się 2:2. Nie tak to miało wyglądać. Górnicy wrócili do atakowania i dobra okazja na bramkę nadarzyła się w 75. Minucie, po tym jak Nika Dzalamidze zakręcił obrońcami i został sfaulowany na osiemnastym metrze. Szymon Drewniak mógł trafić z rzutu wolnego drugą kolejkę z rzędu, ale po jego próbie piłka przeleciała nad poprzeczką.

Na pięć minut przed końcem ziścił się scenariusz, który jeszcze w przerwie wydawał się absolutnie nierealny. Rywale ruszyli z kontratakiem, Giorgi Merebashvili wypatrzył Dimitara Ilieva, a ten minął bramkarza i skierował piłkę do siatki. Wślizgiem próbował ratować Aleksander Komor, jednak nie zdążył. Wisła wyszła na prowadzenie, którego nie wypuściła już do końca.

Górnik Łęczna – Wisła Płock 2:3 (2:0)

Przemysław Pitry 4’, Piotr Grzelczak 24’ – Paweł Sasin 56’ (sam.), Damian Byrtek 65’, Dimitar Iliev 85’

Górnik: Sergiusz Prusak – Gabriel Matei, Przemysław Pitry, Gerson (18’ Aleksander Komor), Leandro, Grzegorz Bonin, Paweł Sasin, Łukasz Tymiński, Piotr Grzelczak (67’ Nika Dzalamidze), Javier Hernandez, Vojo Ubiparip (63’ Szymon Drewniak).

Wisła: Seweryn Kiełpin – Cezary Stefańczyk, Przemysław Szymiński, Damian Byrtek, Patryk Stępiński, Giorgi Merebashvili, Dominik Furman, Piotr Wlazło, Sergiej Krivets (82’ Dimitar Iliev), Dominik Kun (60’ Arkadiusz Reca), Mateusz Piątkowski (70’ Jose Kante).

Żółte kartki: Leandro  – Wlazło, Stępiński, Szymiński.

Sędziował: Tomasz Musiał (Kraków).

Widzów: 2614.