T. Midzierski: Świeży powiew adrenaliny w szatni

W szatni z pewnością to będzie jakiś powiew świeżej adrenaliny dla chłopaków, bo trener Smuda to człowiek znany w branży; w końcu prowadził reprezentację Polski – powiedział obrońca Górnika, Tomasz Midzierski.

Porażka 1:5 na pewno boli cały zespół, ale zawodnika defensywnego chyba szczególnie?

Ten mecz w Radomiu był bardzo specyficzny. Z analizy wynika, że przeciwnik stworzył sześć czy siedem sytuacji z których strzelił nam pięć bramek. Dla mnie jako obrońcy takie spotkania rozpatruje w kategorii wstydu. Poprzednie dwa spotkania pokazały, że potrafimy bronić i zachować czyste konto zarówno na wyjeździe jak i przed własną publicznością. W Radomiu też mieliśmy takie plany, ale rzeczywistość zweryfikowała nas bardzo boleśnie.

Mieliście z pewnością czas aby przemyśleć, ale wczoraj w klubie pojawiła się nowa krew szatni. Mowa tu o trenerze Franciszku Smudzie, który wraca do Łęcznej. Jak to odbierasz?

W 2007 roku współpracowałem z trenerem w Lechu Poznań więc znam warsztat trenerski, jego wymagania oraz to na co zwraca uwagę. W szatni z pewnością to będzie jakiś powiew świeżej adrenaliny dla chłopaków, bo trener Smuda to człowiek znany w branży; w końcu prowadził reprezentację Polski. Szczególnie młodszym kolegom samo nazwisko będzie dawało impuls do pracy i gęsią skórkę na plecach, która na pewno pomoże zespołowi w tej sytuacji w której jesteśmy teraz.

Najbliższy mecz z Gryfem to spotkania z kategorii „koniecznie trzeba zdobyć trzy punkty”.

Zgadza się. Zostało nam tych meczów jeszcze tylko cztery. Chcielibyśmy zdobyć w nich jak najwięcej punktów; myślę, że komplet byłby optymalny. Na pewno tak podejdziemy do tych spotkań, zarówno z Gryfem jak do kolejnych aby w każdym zgarnąć komplet punktów. Fajnie byłoby aby na koniec roku kalendarzowego zakotwiczyć w tabeli gdzieś wysoko.